Saturday, 30 January 2010

Apertura - ore 15... circa...

 
Agata Chrzanowska, Una pausa pranzo, Florence 2006.

I like this photo. I took it one September afternoon somwhere in via di Belvedere in Florence. We were going down along the city walls when we found a little shop full of crazy things: London telephone box, mannequin, fruit machine, Vespa... It was a very beautiful place. Unfortunately it was closed. You know... the holy pausa pranzo... We didn't wait... the little word "circa" (about) under the opening hour scared us a little bit... ;)

Monday, 25 January 2010

Dukla

"No więc Dukla. Dziwne miasteczko, z którego nie ma już dokąd pojechać. Dalej jest tylko Słowacja, a jeszcze dalej Bieszczady, lecz po drodze diabeł powtarza jak litanię swoje "dobranoc" i nic z rzeczy ważnych się nie przydarza, nic, tylko kruche domy przycupnięte przy szosie jak wróble na drucie, a pomiędzy nimi wietrzne wygony nieodmiennie zakończone niebem, które wznosi się a potem przegina, zawisa nad głową, by wesprzeć się o przeciwległy skraj horyzontu. Tak jest - Dukla, uwertura pustych przestrzeni. Dokąd pojechać z Dukli? Z Dukli można tylko wracać. Podkarpacki Hel, urbanistyczna Ultima Thule. Dalej już tylko drewniane chyżki i betonowe okruchy corbusierowskich bastardów - czyli rzeczy, z którymi pejzaż daje sobie jakoś radę. Na pekaesowym dworcu nigdy nie stoją więcej niż dwa autobusy. Ciężarówki z Rumunii zwalniają na chwilę, na pięćset metrów, a przy Bernardynach cisną już do dechy.
Wypija się piwo w Granicznej, wychodzi na środek Rynku i wyobraźnia puchnie jak balon z lekcji fizyki, włożony pod klosz pompy próżniowej. I wtedy Dukla staje się centrum świata, omfalos uniwersum - rzecz, w której zaczynają się wszystkie rzeczy, rdzeń, na który nizają się kolejne warstwy ruchomych zdarzeń, nieodwracalnie zmienionych w nieruchome fikcje: Dorożka jednokonna z Iwonicza 3 korony, dwukonna 7 koron, dyliżans korona pięćdziesiąt. Dyliżans odchodzi o 6:00, 7:30 i o 2 po południu. Spać można w zajeździe u Lichtmanna za koronę pięćdziesiąt, zjeść w pokoju śniadankowym u pana Henryka Muzyka. Trzy tysiące mieszkańców, z czego dwa i pół to Żydzi. Rok, powiedzmy, 1910. Wszystko razem przypomina sepiową fotorafię albo stary celuloid - jedno i drugie łatwo płonie i zostawia po sobie puste miejsce. To tak, jakby spłonął czas. Gdy niszczeją rzeczy istniejące w przestrzeni pozostaje po nich próżnia, którą napełniamy innymi rzeczami. A jak jest z czasem? Prawdopodobnie zrasta się jak coś organicznego i snuje się dalej, bo przyzwyczajeni jesteśmy do ciągłości, która przypomina trochę nieśmiertelność. A jeśli po Mniszchowej, Żydach i dorożkach zostały jakieś miejsca, jakieś nie zajęte przestrzenie, jakieś dziury, podobne do tych wypalonych papierosem w wyjściowym ubraniu?
No więc gdy powracam do Dukli nie obchodzą mnie dyliżanse ani Żydzi, ani reszta. Interesuje mnie tylko to, czy czas jest artykułem jednorazowego użytku jak, dajmy na to, higieniczna chusteczka Povela Corner z Tarnowa. Tylko to."
Andrzej Stasiuk, Dukla, Gładyszów 1999.


Agata Chrzanowska, Dukla, 2007.

Dukla is an end and a beginning. There is nothing beyond this place. The world ends and begins on its marketplace, under the town hall, next to the PTTK hostel.
Dukla has no time and is a no-place. It is a back side of the idea of a place, its negative and its fulfilment.

Tuesday, 19 January 2010

Sobieskiego 68

Nothing has changed since 2000...


Agata Chrzanowska, Sandro Pertini Elementary School, Warszawa, 2009.

Thursday, 14 January 2010

Looking for the past in the present

What I like in Warsaw is spying the little traces of the past visuality: neon lights, signs, small forgotten pavilions. It's not their beauty that attracts me. The contact with these relicts is some kind of "hit". The conscience of the past hits me from time to time, the conscience that the past is still present.


Agata Chrzanowska, Herbal medicines, Warsaw 2009.

Sunday, 10 January 2010

Destruction/Aesthetization

Thanks to the human creative forces such abandon places become paradise for everyone who would like to "aesthetize" them. Empty spaces, just like the Piłsudzki's fort, beg for being decorated, revived or animated.




Agata Chrzanowska, Destruction/Aesthetization, 2009.

Thursday, 7 January 2010

composition/decomposition

Even an unfamiliar and savage space has to be "tamed", we are always looking for a way to domesticate it, to grow accustomed to it. 
The point of departure is our idea of home, our longing for it - home as a known space, safe and worm, private or even intimate but at the same time cosy are inviting.
This is a home at the Piłsudzki's fort: 




Agata Chrzanowska, Composition/decomposition. Piłsudzki's fort, Warsaw, 2009.

Tuesday, 5 January 2010

destruction/decomposition

Welcome to 2010! All the best for this New Year!

Ireneusz Zjeżdżałka, one of my favourite Polish photographers, dead in 2008, created a photographic cycle entitled Sedimantation. In the series Zjeżdżałka was documenting the process of destruction and decomposition of the past by showing some empty, abandon spaces, buildings, industrial plants, schools, homes. Their destruction unveiled layers of history accumulated on things, memories and traces of human activity.
Abandon and destroyed spaces, where the natural proceses start to decomposite human's works, are part of my everyday perception of Warsaw.
One of this kind of places is Piłsudzki's fort next to me, a place suspended by existence and destruction, no more a fort, not yet a park, a monument...


Agata Chrzanowska, Destruction/Decomposition - Piłsudzki's fort, Warsaw, 2009.