Thursday, 25 February 2010

Please date and attribute the monument

I want to dedicate the photo to all my friends from our History of Art course.


Agata Chrzanowska, Please date and attribute the monument, Florence 2006.

The truth is that I went to Italy in 2006 to see the facade of this church... I set off the train on the Santa Maria Novella station and run to the piazza immediately... and... I saw what you can see above. I've got to say that I found it even interesting...




Wednesday, 24 February 2010

For Kuba - little bikes in the midle of a Venetian campo

Kuba asked me why do I put photographs here so rarly. Hmm... That is a good question ;). So I stared to scan another part of my archive... Unfortunately my scanner has problems with color slides. But... I will do all my best!

So... let's start from Venice and its campi. The campi are the centre of Venetian life. Here people gather, talk, eat and, what is most important, here the children play.
 
Agata Chrzanowska, Little bikes, Venice 2008.

Little bikes... I'm so happy that there are two of them.

Wednesday, 17 February 2010

Metropolitan by Norman Foster


Agata Chrzanowska, Metropolitan, 2009.

First of all - long long time ago... there was a summer in Warsaw... It would be easy to forget this fact because the winter seems to be eternal this year.
Another thing: the square frame attracts me...
Last but not least: modern architecture attracts me too.

Wednesday, 10 February 2010

She feeds the city...

Wisła... The Vistula River - a miracle of a wild river passing through a city of 2000000 inhabitants.
Yes... I know what you will say... It is truth that the river does not exist in our way of living the city. I hope it would change some day, but still, I do not want it would signify putting the Vistula into a concrete river bed.

 
Agata Chrzanowska, Wisła, 2009.

Saturday, 30 January 2010

Apertura - ore 15... circa...

 
Agata Chrzanowska, Una pausa pranzo, Florence 2006.

I like this photo. I took it one September afternoon somwhere in via di Belvedere in Florence. We were going down along the city walls when we found a little shop full of crazy things: London telephone box, mannequin, fruit machine, Vespa... It was a very beautiful place. Unfortunately it was closed. You know... the holy pausa pranzo... We didn't wait... the little word "circa" (about) under the opening hour scared us a little bit... ;)

Monday, 25 January 2010

Dukla

"No więc Dukla. Dziwne miasteczko, z którego nie ma już dokąd pojechać. Dalej jest tylko Słowacja, a jeszcze dalej Bieszczady, lecz po drodze diabeł powtarza jak litanię swoje "dobranoc" i nic z rzeczy ważnych się nie przydarza, nic, tylko kruche domy przycupnięte przy szosie jak wróble na drucie, a pomiędzy nimi wietrzne wygony nieodmiennie zakończone niebem, które wznosi się a potem przegina, zawisa nad głową, by wesprzeć się o przeciwległy skraj horyzontu. Tak jest - Dukla, uwertura pustych przestrzeni. Dokąd pojechać z Dukli? Z Dukli można tylko wracać. Podkarpacki Hel, urbanistyczna Ultima Thule. Dalej już tylko drewniane chyżki i betonowe okruchy corbusierowskich bastardów - czyli rzeczy, z którymi pejzaż daje sobie jakoś radę. Na pekaesowym dworcu nigdy nie stoją więcej niż dwa autobusy. Ciężarówki z Rumunii zwalniają na chwilę, na pięćset metrów, a przy Bernardynach cisną już do dechy.
Wypija się piwo w Granicznej, wychodzi na środek Rynku i wyobraźnia puchnie jak balon z lekcji fizyki, włożony pod klosz pompy próżniowej. I wtedy Dukla staje się centrum świata, omfalos uniwersum - rzecz, w której zaczynają się wszystkie rzeczy, rdzeń, na który nizają się kolejne warstwy ruchomych zdarzeń, nieodwracalnie zmienionych w nieruchome fikcje: Dorożka jednokonna z Iwonicza 3 korony, dwukonna 7 koron, dyliżans korona pięćdziesiąt. Dyliżans odchodzi o 6:00, 7:30 i o 2 po południu. Spać można w zajeździe u Lichtmanna za koronę pięćdziesiąt, zjeść w pokoju śniadankowym u pana Henryka Muzyka. Trzy tysiące mieszkańców, z czego dwa i pół to Żydzi. Rok, powiedzmy, 1910. Wszystko razem przypomina sepiową fotorafię albo stary celuloid - jedno i drugie łatwo płonie i zostawia po sobie puste miejsce. To tak, jakby spłonął czas. Gdy niszczeją rzeczy istniejące w przestrzeni pozostaje po nich próżnia, którą napełniamy innymi rzeczami. A jak jest z czasem? Prawdopodobnie zrasta się jak coś organicznego i snuje się dalej, bo przyzwyczajeni jesteśmy do ciągłości, która przypomina trochę nieśmiertelność. A jeśli po Mniszchowej, Żydach i dorożkach zostały jakieś miejsca, jakieś nie zajęte przestrzenie, jakieś dziury, podobne do tych wypalonych papierosem w wyjściowym ubraniu?
No więc gdy powracam do Dukli nie obchodzą mnie dyliżanse ani Żydzi, ani reszta. Interesuje mnie tylko to, czy czas jest artykułem jednorazowego użytku jak, dajmy na to, higieniczna chusteczka Povela Corner z Tarnowa. Tylko to."
Andrzej Stasiuk, Dukla, Gładyszów 1999.


Agata Chrzanowska, Dukla, 2007.

Dukla is an end and a beginning. There is nothing beyond this place. The world ends and begins on its marketplace, under the town hall, next to the PTTK hostel.
Dukla has no time and is a no-place. It is a back side of the idea of a place, its negative and its fulfilment.

Tuesday, 19 January 2010

Sobieskiego 68

Nothing has changed since 2000...


Agata Chrzanowska, Sandro Pertini Elementary School, Warszawa, 2009.